6 września mamy opowiedzieć się „za” lub „przeciw”: jednomandatowym okręgom wyborczym (słynnym jowom), finansowaniu partii z budżetu i rozstrzyganiem na rzecz podatnika niejednoznacznych zapisów podatkowych. Pomysł na to referendum wyszedł od b. prezydenta B. Komorowskiego walczącego o reelekcję. Natomiast, prezydent A. Duda postanowił, pod wpływem swojego politycznego zaplecza, pójść tropem błędnej decyzji swojego poprzednika i zafundować nam 25 października, a więc w dniu wyborów do Sejmu i Senatu plebiscyt w sprawie: skrócenia, niedawno podwyższonego z powodów oczywistych, wieku emerytalnego, momentu rozpoczynania obowiązku szkolnego oraz utrzymania państwowego statusu lasów. Pozostaje jeszcze nadzieja w senackiej większości, która nie zaaprobuje tego pomysłu.
Pomijając już fakt, że ostatnie z przytoczonych pytań w obydwu referendach są bezprzedmiotowe, to pozostałe nie kwalifikują się pod referendalne rozstrzygnięcia. Nie mają bowiem charakteru ustrojowego i nie dotyczą wszystkich obywateli (może poza pytaniem o system wyborczy). Przecież w sprawie wieku emerytalnego nie powinna wypowiadać się siedmiomilionowa rzesza emerytów, bo co im do tego. A w sprawie sześciolatków zainteresowani są przecież rodzice dzieci przed którymi taka decyzja stanie.
Można śmiało powiedzieć, że pomysł łączenia referendów z kampaniami wyborczymi gubi jakąkolwiek poważną debatę nad stawianymi w referendach zagadnieniami. Wchodzi się bowiem na ścieżkę wzajemnego okładania na oślep z nadzieją, że „głupi naród to kupi”. Otóż wydaje mi się, że naród nie jest aż tak głupi i nie wyrazi zgody, aby politycy wyręczali się jego opinią w sprawach w których sami winni podejmować decyzje. Mamy do czynienia z demokracją parlamentarną i politycy nie mogą zasłaniać się wolą ludu w sprawach za które ponoszą odpowiedzialność. Obowiązkiem zajmujących się polityką jest wysłuchiwanie społecznej opinii, ale takim samym obowiązkiem jest kształtowanie tej opinii wedle posiadanych informacji i najlepszego z możliwych rozpoznania rzeczywistości. W takiej postawie najgłębiej wyrażać powinny się polityczne kompetencje.
Bardzo trafnie ujął to Ludwik Dorn (swego czasu traktowany jako trzeci bliźniak) w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej z dn. 21 bm. Cytuję: „Otóż dwie główne partie polityczne (PO i PiS – JK) organizujące razem 60-70% aktywnych politycznie Polaków wspólnie postanowiło piłować gałąź, na której siedzą, czyli uprawnienie parlamentu do podejmowania decyzji ważnych dla wspólnoty politycznej. Takiego manewru nie wykonuje się bezkarnie i sądzę, że obie partie – co ważniejsze – Rzeczpospolita, zapłacą za to bolesną cenę. Nie w postaci jakiegoś spektakularnego, ludowego buntu, ale postępującej delegitymizacji decyzji jakiegokolwiek rządu i jakiegokolwiek parlamentu”.
Z demokracją jest podobnie jak z wolnością. Trzeba umieć z niej korzystać. Tak jak wolność bez odpowiedzialności łatwo może się przesunąć w kierunku autorytaryzmu lub anarchii, tak i demokracja, bez umiejętności dialogu i kompromisów godzących sprzeczne interesy zróżnicowanego społeczeństwa, może skończyć dyktaturą lub chaosem. Prowadzone w taki sposób, czego mamy próbkę obecnie, sprawy państwa i społeczeństwa, nie wróżą niczego dobrego. Na żywo obserwujemy przykład Grecji w której nieodpowiedzialne obietnice składane przez polityków i wspierane referendalnym i wyborczym poklaskiem, doprowadziły ten zacny kraj i naród na skraj przepaści. Takie populistyczne, czyli schlebiające wyborcom, odwoływanie się do ich opinii jest zwykły tchórzostwem i ucieczką od podejmowania niełatwych na ogół i nie zawsze popularnych decyzji, których wymaga odpowiedzialność za państwo i gospodarkę, a w ostatecznym rachunku za jakość i poziom życia ludzi.
Chciałoby się zawołać: Panie i Panowie! Polityczki i Politycy! Nie Roz…jcie państwa i gospodarki licząc na to, że w razie problemów będziecie mogli powiedzieć, że naród tak chciał. Nie będziemy mieli wówczas żadnej satysfakcji z tego, że jedni przyłożyli drugim, bo cena jaką wszyscy zapłacimy za taki sposób uprawiania polityki będzie ogromna.
Więc jaki wniosek nasuwa się z takiego opisu sytuacji? Nie wziąć udziału w tej referendalnej hucpie.
Jan Król, 23.08.2015.






















