Jonasz Kofta przeżył niespełna 46 lat. Zmarł w prozaicznych i zarazem dramatycznych okolicznościach 30 lat temu, dokładnie dnia 19 kwietnia 1988. Tak się też złożyło, że odszedł z tego świata u progu przedświtu wolnej Polski. Nie da się zrozumieć polskiej piosenki, poezji lirycznej i romantycznej czasów PRL, bez Jonasza Kofty. Ale, może po kolei.
Jonasz Kofta (wtedy Janusz Kafta) urodził się podczas wojny, dnia 28 listopada 1942 roku w Mizoczu (koło Dubna) na Wołyniu, w rodzinie inteligenckiej pochodzenia żydowskiego. Rodzina Koftów (ojciec Mieczysław, matka Maria) dwukrotnie uniknęła pogromu ludności żydowskiej, przeprowadzonego w mieście przez Ukraińców, a następnie Niemców. Jeszcze w trakcie wojny rodzina zmieniła nazwiska na Kofta, a „Jonasz”, to naturalnie pseudonim artystyczny Janusza.
Rodzina Koftów szczęśliwie przeżyła najokrutniejszą z wojen. Po 1945 roku, po przesiedleniu z Wołynia, rodzina osiedliła się na kresach zachodnich, czyli wtedy odzyskanych ziemiach północnych i zachodnich. Związane to było z pracą ojca Mieczysława, który organizował i zakładał rozgłośnie Polskiego Radia. Początek miał miejsce we Wrocławiu, a następnie w Katowicach, kolejno w Łodzi i Poznaniu.
Na edukacji Jonasza Kofty zaważyły jego uzdolnienia plastyczne i literackie. W 1961 roku ukończył Liceum Plastyczne w Poznaniu i rozpoczął studia na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Wkrótce miało okazać się, że na zawsze związał swoje życie i karierę artystyczną, ze stolicą. Tu ujawnił się niepospolity talent literacki i kabaretowy J. Kofty. Już w 1962 roku (miał 20 lat) wraz z Adamem Kreczmarem i Janem Pietrzakiem utworzyli Kabaret Centralnego Klubu Studentów Warszawy „Hybrydy”. W 1964 roku Jonasz został jego kierownikiem literackim. W latach następnych współpracował z Teatrem Syrena. Był również współzałożycielem i wykonawcą w Kabarecie „Pod egidą” (1968). Tu współdziałał z Stefanem Fiedmanem („Dialogi na cztery nogi”) i Janem Pietrzakiem („Duety liryczno-prozaiczne”).
Od 1964 roku Jonasz Kofta podjął współpracę z Programem III Polskiego Radia. Ale jego fraszki, wiersze, piosenki, drukowane były w licznych czasopismach, w tym w „Szpilkach (tu debiutował w 1966 r. aż po rok 1981) w „Radarze” (1967-1971), „Płomyku (1967-1975) i w „ITD.” (1967-1975). Publikował także wierszowane felietony w tygodniku „Polityka”.
W Polskim Radiu zyskały duża popularność i uznanie następujące piosenki, który autorem tekstów był oczywiście Jonasz Kofta: „Wakacje z blondynką”, „Radość o poranku”, „Śpiewać każdy może”, „Jej portret”, „Samba przed rozstaniem”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Taką cię wymyśliłem”, „Popołudnie”, „Szary poemat”, „Autobusy zapłakane deszczem”, „Kwiat jednej nocy”, „Z tobą oglądać świat”, czy „Do łezki łezka”. J. Kofta naprawdę napisał wiele, wiele wierszy i piosenek. Jak wspominał go po latach Wojciech Młynarski: „Miał ten dar, że czego się dotknął, zamieniało się w poezję”. Był też wykonawcą wielu swoich przebojów.
Może w tym miejscu warto odnotować ważniejsze nagrody, które otrzymał Jonasz Kofta. W wieku 26 lat był laureatem nagrody zespołowej (1968) za audycje „satyryczno-rozrywkowe w Programie Trzecim Polskiego Radia”. Kilkakrotnie był nagradzany na Krajowym Festiwali Piosenki Polskiej w Opolu: Opole 73 za „Tango z różą w zębach”, Opole 74 za „Radość o poranku”, Opole 77 za „Song o ciszy”, Opole 78 za „Pogrążony we śnie”, Opole 83 Nagroda Dziennikarzy, Opole 87 – 1. Nagroda za „Czekamy na wyrok”, Opole 88 Nagroda Przewodniczącego WRN w Opolu za „wybitną twórczość literacką i jej prezentację na festiwalach opolskich”. W roku 1977 J. Kofta był także laureatem Międzynarodowego Festiwalu Interwizji w Sopocie. I podkreślmy, ze podczas Sopot 77, otrzymał Grand Pix za słowa do piosenek: „Jeden świat” i „Kochać znaczy żyć”.
Mało się pisze o najbliższej rodzinie Jonasza Kofty. Wiadomo, że żona miała na imię Jaga. O niej mówił Jonasz z czułością – „Jagusia”. Ich dzieckiem jest Piotr Kofta, po profesji pisarz. Rodzina kochała Jonasza, i opiekowała się nim, szczególnie w trakcie dotkliwej i wstydliwej choroby.
Obecnie, nieco więcej wiadomo o niepokornej stronie wybitnego i popularnego artysty. W 1968 roku boleśnie przeżył Wydarzenia Marcowe. Jak napisał syn Piotr Kofta: „Ojciec był w jakiejś mierze dzieckiem Holocaustu… grunt zachwiał mu się pod nogami. Tym bardziej trzeba docenić fakt, że ani przez chwilę nie pomyślał o wyjeździe z Polski”. A imię „Jonasz”, J. Kofta postanowił „nosić tak długo, dopóki w Polsce będą antysemici”. Zapewne z kilku też powodów nazwisko Jonasza Kofty znalazło się na liście cenzury, co najlepiej dokumentuje (b. cenzor) Tomasz Strzyżewski w książce pt. „Czarna Księga Cenzury PRL”. Ale J. Kofta pisał „więc nie tyle oględnie, ile w sposób metaforycznie zawoalowany, acz dostatecznie zrozumiały” (Janusz R. Kowalczyk) o ważkich i dramatycznych wydarzeniach swojej epoki. W 1969 roku, kiedy czeski student Jan Palach w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację dokonał samospalenia, napisał:
„Ostatni Ikar wczoraj spadł
Nakryła go powieka fali
Ulgę mu przyniósł wtedy chłód
Bo kiedy spadał, to się palił”.
A w roku 1976, po wydarzeniach i represjach w Radomiu i Ursusie, we wspomnianym „Szarym poemacie” J. Kofta zanotował:
„Już się nie zrośnie nigdy noc na pół przecięta
Tak ogromnieje co ogromne
Niektórzy piją, by zapomnieć
Ja piję, żeby zapamiętać”.
Jonasz Kofta zmarł w Warszawie, dnia 19 kwietnia 1988 roku, w wieku niespełna 46 lat. Zmarł, jak odnotowano w „Wikipedii”, w wyniku „powikłań po zakrztuszeniu się podczas posiłku. Wcześniej cierpiał na chorobę nowotworową, którą udało mu się wyleczyć”. Nie jest też tajemnicą, że od dłuższego czasu zmagał się z chorobą alkoholową. Grób J. Kofty znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.
Trzeba i należy zgodzić się Jeremim Przyborą (1915-2004), podkreślmy poetą, pisarzem, satyrykiem i aktorem, że można zaliczyć Jonasza Koftę – wraz z Agnieszką Osiecką i Wojciechem Młynarskim – do „trójcy wieszczów polskiej piosenki”. I dzięki takim autorom, twórcom, artystom, powojenna Polska stała się „imperium piosenki na najwyższym poziomie”.
Jan Kulas



























