Tag: Jan Król
Sprawiedliwości
W wysłuchanych przeze mnie w niedzielne dopołudnie trzech audycjach podejmujących tematykę polityczną dominowały trzy tematy. Pierwszy dotyczył prowokacji zastosowanej przez, jak się okazuje, zawodowego prowokatora, wobec prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Drugi nawiązywał do zastanawiająco niskich wyroków jakie zapadły w przypadku mafii pruszkowskiej. A trzeci związany był ze skazaniem Roberta Frączaka na rok i trzy miesiące prac społecznie użytecznych za obrazę prezydenta RP i podrobienie legitymacji studenckiej.
Nasze niemożności
Tak zwyczajnie, bez żadnego przymusu i wielkich nadziei chciałem obejrzeć sobotni mecz naszej narodowej jedenastki z reprezentacją Czarnogóry, rozgrywanego w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. Mecz ważny. Po niespełnionych emocjach i nadziejach jakich dostarczyli nam piłkarze podczas niezapomnianych Mistrzostw Europy warto było zobaczyć co dalej z nimi pod wodzą nowego trenera. I cóż? Klapa! Obejrzenie meczu okazało się niemożliwe. Podobnie będzie z kolejnymi. Kierownictwo „publicznej” telewizji uznało, że cena transmisji jest wygórowana (ponoć pośrednik chciał 50 milionów), a propozycja odpłatnego oglądania na innych kanałach uznana została przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji za niezgodną z prawem. Jedynie Polsat nie podporządkował się takiemu stanowisku wysokiej Rady i 100 tys. miłośników piłki zapłaciło za tą przyjemność. Koniec końców jednym uchem słuchałem w radiowej jedynce transmisji, z niezastąpionym Tomaszem Zimochem, a drugim podsłuchiwałem, a oczami podglądałem, ciekawą audycję o planach inwazji Hitlera na USA jaką emitował National Geographic.
Dwie daty
Podczas tego weekendu dwie daty stawały mi przed oczami. 31 sierpnia 1980 roku i 31 sierpnia 2012, a więc roku bieżącego. To już 32 lata minęło kiedy naród powstał z kolan i podniósł głowę.
Nie wszystko złoto co się świeci
Wakacje wakacjami, a nasze, polskie życie polityczne toczy się jak zwykle w cieniu afer. Chciałoby się powiedzieć, że dzień bez afery jest dla polityków i dziennikarzy dniem straconym. Jak nie afera Rywina to sex afera. Jak nie afera nagraniowa, to afera z para bankiem. Jak nie problem (?) z synem ministra Kalemby to problem (?) z synem premiera Tuska. A gdzie poważna debata o przyszłości Unii Europejskiej? A gdzie refleksja o innowacyjności naszej gospodarki (Niemcy zgłosili w 2011 r. do rejestracji ponad 33 tysiące wniosków o przyznanie patentu europejskiego. My 392(!))? A gdzie dziesiątki nie wchodzących w życie rozporządzeń do już uchwalonych ustaw paraliżujących ich funkcjonowanie? Aż strach pomyśleć o najbliższym, powakacyjnym posiedzeniu Sejmu, które zdominowane zostanie młócką wokół najświeższej afery związanej z Amber Gold z zapewne ważną rolą agenta posła Tomka.
Moje wakacje
Lato warto spędzać w kraju. I generalnie tak czynię. Bałtyk, Kaszuby, Warmia czy Mazury to miejsca, które warto odwiedzać. Polska jest piękna pod jednym drobnym warunkiem – pogody. To, że lubi być zmienna nie zniechęca. Ważne, aby było ciepło, tak pomiędzy 20 a 25 stopni. Wówczas urok polskich krajobrazów nabiera smaku. Mam za sobą już kawałek Zachodniego Wybrzeża i krótki spływ kajakiem, po raz n-ty, urokliwą Brdą. A przede mną jeszcze kilka dni nad mazurskimi jeziorami.
Kadry
W tle wakacyjnych peregrynacji rodaków rozgrywa się polityczny spektakl. Tym razem z udziałem zasłużonych działaczy zasłużonego PSL-u. Leszek Miller, mający nadzieję na odbudowę pozycji SLD, ruszył na Wybrzeże zobaczyć jak Polacy wypoczywają, ale został zmieciony kolejną nagraniową aferą. Zorganizowana została ona przez walczącego od lat o swoją pozycję Władysława Serafina szefującego Krajowemu Związkowi Kółek i Organizacji Rolniczych. Władek (znamy się, choć zawsze wywodziliśmy się z zasadniczo różnych politycznych bajek, jeszcze z Sejmu kontraktowego w którym znalazł się z ramienia PZPR (?)) swego czasu lubił uliczne zadymy i antyeuropejską retorykę. Ale od kiedy stanął na czele KZKiOR przeobraził się w biznesmena. Widocznie nie układały mu się interesy z Markiem Sawickim, niezłym ministrem rolnictwa, skoro postanowił tak ostro zagrać. Kto mu w tym pomagał albo na czyje zlecenie działał to oddzielna sprawa, o której warto by się było co nieco dowiedzieć. Sam Serafin chyba niewiele na tym co zrobił skorzysta, ale póki co wszedł na pierwsze strony publikatorów. A w dobie tabloidów nie ważne co o tobie mówią i piszą. Byle mówili i pisali.
Zdziwienia
Pan redaktor Tadeusz Mosz, prowadzący w radio TOK FM poranną audycją EKG (Ekonomia - Kapitał - Gospodarka), do której od czasu do czasu jestem zapraszany, wprowadził stały punkt programu pod hasłem: „Co nas dziwi?”. Okazuje się, że powodów do zdziwień nie brakuje tak na polu krajowym jak i międzynarodowym. Ponadto zdziwienie jest swojego rodzaju formą rozpoznania rzeczywistości. Bez zdziwień byłoby zapewne nudno, ale nie byłoby chyba też prób naprawiania rzeczywistości. „Wiem, że nic nie wiem” – mówił Sokrates w IV wieku p.n.e. „Dziwię się, więc żyję” – można by powiedzieć współcześnie.
Radosna twórczość
Pośród wielu interesujących opracowań, raportów i analiz wpadł mi ostatnio do ręki tekst zatytułowany „Koszty chaosu urbanizacyjnego”, autorstwa pana dra Adama Kowalewskiego, przewodniczącego Głównej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej, pracownika naukowego Instytutu Rozwoju Miast, a swego czasu wiceministra budownictwa i ambasadora RP w Kenii.
Blaski i cienie
Euro, Euro i po Euro. „To były piękne dni, po prostu piękne dni” chciałoby się powiedzieć za słowami popularnej piosenki. Football na najwyższym światowym poziomie. Wspaniali kibice na stadionach i w wyznaczonych strefach miast. Kolorowy i radosny nastrój. Przyjazne nastawienie do ekip w miejscowościach pobytowych . Dobra organizacja. Oddani sprawie woluntariusze. Odkrywanie Polski i Ukrainy przez świat. Odcięcie polityki i polityków od turnieju.
Nadzieje i lęki
Z zapowiedzianej przed trzema tygodniami podróży do Chin i Tybetu wróciłem przygnębiony. Jednak nie tym co zobaczyłem po przeleceniu i przejechaniu 30 tysięcy kilometrów. Pod koniec odbytej wędrówki dotarły do mnie dwie przygnębiające wiadomości. Ta o tragicznej śmierci generała Sławomira Petelickiego, z którym przez ostatnie 10 lat miałem przyjemność współpracować na niwie gospodarczego doradztwa oraz ta o niewyjściu z grupy eliminacyjnej naszej reprezentacji w rozgrywanych Mistrzostwach Europy. Do skomentowania tych spraw wrócę zapewne gdy nieco opadną emocje i informacyjny kurz.



























